środa, 16 maja 2012
Mąż pobił własny rekord. Poleciał otóż do lądka bez pieniędzy. Wziął służbową kartę, tylko nie sprawdził, czy ma na niej środki. Buahahahaha.

Z prywatnych pieniędzy zapłacił noc w hotelu, na kolację się poodchudzał, na szczęście rano zrobił raban i mu dziewczę zasiliło kartę.
Najbardziej mnie rozbraja to zdziwienie, że po co ma sprawdzać, czy ma środki na karcie, no po co...

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
sobota, 12 maja 2012
Tydzień w pracy po 12h dziennie zleciał nie wiadomo kiedy i oto znowu weekend. Spokojniejszy i chłodniejszy tym razem. I jaki samotny ;). Tatuś otóż w ferworze komunijnym obiecał synkowi, że pojadą w piątek na urodziny kolegi. 200 km dalej. Luz. Piątek siedemnasta, wylotówki zapchane, tiry, remonty i objazdy. Złośliwie wytknęłam, że obiecał, więc adios w pomidory. Dzięki czemu ten samotny weekend i wyspałam się do południa i w ogóle. Czasem bardzo są potrzebne takie miniurlopy od rodziny.

Trochę tej samotności będzie więcej, bo we wtorek mąż leci w delegacju, potem ja na babski weekend z Najlepszą z Kadrowych, potem ja na szkolenie, potem znowu on w delegacju. No takie małżeństwo to ja rozumiem.

A propos małżeństwa, to mój niezawodny ginekolog powiedział mi wczoraj, że jak jadę na szkolenie, to żebym korzystała, bo on zna mężczyzn i wie, że nawet jak taki kocha, to jak będzie okazja, to na pewno skorzysta.

Smaczek tygodnia: koleżanka w pracy na widok zdjęcia mojego mąża z długimi do ramion włosami: ale byście mieli ładną dziewczynkę!!
13:39, novembre
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 maja 2012
Weekend, weekend i po komunii.
Pogoda wytrzymała, goście chyba też ;).
Tort dobry, buty nie obtarły, katering się sprawdził, młody zachwycony prezentami (ten pisk na widok oryginalnej oficjalnej piłki na euro - tango 12 - bezcenny!). Dzisiaj rano uzbierane papierki zostały niezwłocznie zamienione na netbooka. Rower będzie jak przestanie padać ;).

Póki co błogosławię pomysł urlopu jeszcze dzisiaj. Wyspałam się co prawda do 7 (nie licząc autopobudek od piątej, żebym na pewno nie zaspała), bo pani z kateringu przyjeżdżała po zastawę i krzesła. Ale. Dzień na luzie, dzień dojadania sałatek na zmianę z tortem, strogonow na obiad. Wypas. Co prawda jutro pobudka teoretycznie 5:40 (plus drzemki ;-)), ale ojtam. Damy radę :).
22:05, novembre
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 maja 2012
Ręce żabką, nogi kraulem, makaron do pomocy. Komiczny widok zapewne, na dodatek na normalnym basenie. Ale od 140 do 180 pływałam sama, nie patrząc kto się tam ze mnie śmieje. Dzielna byłam ,).

Teraz jajka sadzone z ziemniaczkami i kefirek, za chwilę przepis na życie, bo nie oglądałam ostatnio, a chyba już następny odcinek już jest.

Odpoczynek.
16:18, novembre
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 maja 2012
Słuchajta wszyscy, dzisiaj wieczorem, uwaga, uwaga, w basenie rekreacyjnym, czyli do metra dwudziestu, uczyłam się pływać :D. Na plecach umiałam już kiedyś, więc tylko sobie przypomniałam, na brzuchu śmigałam po kilka długości basenu... z deską :D. Dookoła pięciolatki, kolega młodego z kartą pływacką, ale ojtam. Pierwsze lody przełamane :). Jeśli nie umrę, w piątek idziemy znowu.

Z tematów komunijnych, wreszcie jestem ubrana, buty są, torebkę w piątek będę namierzać. Fryzjery i manikjury zamówione. Młody ma spodnie dopasowane, koszulę tylko wyjąć z folii i odprasować.
Mężowi guzika przy mankiecie marynarki niechcący utrąciłam drzwiami do szafy, muszę na lodówce zapisać, żeby w sobotę przeszyć.
A, kaloszki jeszcze trzeba kupić. Ma być piętnaście stopni i deszczyk. Czarownie.
22:07, novembre
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 kwietnia 2012
Szwajcarskie sery nie zawodzą, w przeciwieństwie do szwajcarskich czekolad. Może dlatego, że czekolady powinny być na wagę, takie całkiem wypasione. Wtedy by nie łamały zębów.
Szwajcarskie sery są mniam, śmierdzą okrutnie i są pyszne... :)
Ktoś chętny?
20:44, novembre
Link Dodaj komentarz »
Śniło mi się, że mi się peruka zsuwała, bo miałam raka i mi włosy wypadły. Chyba za bardzo naoglądałam się plakatu na blogu Chustki (pozdrawiam!).
Drugi sen był o tym, że leciałam z młodym samolotem. Samolot się przechylił i się skuliłam na fotelu. czytaj: spałam z młodym, on się rozkładał, więc żeby się zmieścić, musiałam się skulić i jeszcze trzymać, żeby nie spaść :).
Aczkolwiek mąż twierdzi, że śnić podróż, to podróż ;).
No, do Malborka na szkolenie.
:D
19:21, novembre , Sny
Link Dodaj komentarz »
Złamać zęba na czekoladzie - cały weekend poważna będziesz.
Na szczęście to piątka, ale głupio tak pół zęba nie mieć.
Nie mam pretensji do czekolady, pamiętam, jak kiedyś plomba mi wypadła na pomidorze albo ziarenku ryżu bodajże.

Z miłych wiadomości, to uroczyście rozpoczęłam bardzo długi weekend. Nie żebym w planach miała odpoczywanie, ale samo niechodzenie do pracy też mi dobrze zrobi.
Zwłaszcza na zdrowie psychiczne.

Korzystam z pięknej pogody i puszczam pranie za praniem, schnie w godzinę, tak lubię. Oczywiście już mnie straszą, że na komunię 16 stopni i deszczyk, ale ja się nie dam. Nie żebym czekała na 30, ale oby tylko nie padało. Potencjalne błoto przed kościołem mnie przeraża.
Catering klepnięty.
Dobrze będzie dobrze będzie.
;)
16:59, novembre
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 kwietnia 2012
Instrukcja do pierwszej komunii. Autorstwa własnego. Spisana na żywo i prawie na trzeźwo, po próbie dla dzieci, która odbyła się wyjątkowo wcześnie (18:45 - 20:15). Wczoraj próba zaczęła się o 20.

Start.
Wchodzimy równo. Klękamy równo, synchronicznie. Ćwiczymy. Jeszcze raz! Równo, mówiłem! No nie umieją równo klękać...
W ławkach siedzimy tak: w ławce ojciec chrzestny, matka chrzestna, ojciec, matka. Dziecko siedzi przy ławce na dostawionym, udekorowanym krześle.
Do komunii wychodzimy tak: od prawej (stojąc przodem do ołtarza): matka chrzestna, matka, dziecko, ojciec, ojciec chrzestny. Nie dowiedziałam się jeszcze, czy matka przed chrzestną, czy odwrotnie. Przy ołtarzu stoi trzech księży. Środkowy daje komunię dziecku. Boczni odpowiednio kobietom i mężczyznom. Dla ułatwienia, panie na prawo, panowie na lewo. Jeśli ktoś nie idzie do komunii (z rodziców albo chrzestnych), to i tak musi iść, tylko przed ołtarzem ma położyć prawą rękę na sercu, o tak. I wtedy ksiądz powinien wiedzieć, żeby nie dawać komunii. Przed księdzem należy klęknąć, przed takim kółkiem na podłodze. Równo. Na prawe kolano. Przed księdzem mają być maksymalnie trzy zestawy rodzinne. Ma być równo, powoli i dostojnie. Z ławek wychodzimy do środka, dziecko siedzi na krześle pierwsze, więc matki mają je ominąć, żeby były po prawej jego stronie. Ojcowie mają łatwiej, jak zawsze zresztą.
Pod koniec ogłoszeń Piotrek idzie po kwiatki i ma je dać jakiejś pani, która być może będzie w zakrystii. Przed wyjściem z domu napisze sobie kartkę tu byłem, to kwiaty dla pani. Tak na wszelki wypadek.
Szukamy chętnych trzech pań do uprasowania tych białych na krzesła dla dzieci. Trzech do zakładania. I dwóch panów do noszenia.
Spowiedź w sobotę, ale tylko dla dzieci. Jest całe nabożeństwo pokutne, w nim spowiedź. Rodzice we własnym zakresie. Przed nabożeństwem pokutnym jeszcze jedna próba wychodzenia z ławek, bo nierówno było.
- Acha, i jeszcze coś. Bo być może są tu dzieci z tą.. no.. z tą chorobą...
- Celiakią!
- A, no właśnie, z celiakią. I one muszą mieć opłatek taki, no..
- Bezglutenowy!!
- O tak, tak, bezglutenowy, jak to państwo dobrze wiedzą. to trzeba zgłosić księdzu wcześniej i może będzie pamiętał.

I równo. Równo i synchronicznie ma być.
Czułam się jak na eliminacjach you can dance.
Próba rozpoczęła się tuż po burzy z gradobiciem, sporo ludzi się spóźniło. Ksiądz nie omieszkiwał komentować na bieżąco i zgryźliwie, że naprawdę nic, NIC nie usprawiedliwia spóźnienia na próbę generalną do komunii.
Ja się nie spóźniłam. Przeczekałam deszcz i grad pod wiatą przystankową. Coś się ochłodziło. Młody kicha, ja mam dreszcze.

Alleluja i do przodu...
23:16, novembre
Link Komentarze (2) »
wtorek, 17 kwietnia 2012
Leki znakomicie pomogły mi na kręgosłup. I rozwaliły żołądek, strach się bać ale jutro gastrolog i pewnie mnie czekają długo odkładane atrakcje. Cudnie.

Tymczasem, trener młodego zdradził mu przepis na pozbycie się bólu nóg (młody często ma bóle wzrostowe).

- Szukasz górki, najlepiej dużej i stromej. Wbiegasz na tę górkę i zbiegasz z niej. Na dole skręcasz w lewo albo w prawo, a ból poleci prosto i już cię nie będzie bolało...



Każdy sposób jest dobry, jeśli jest skuteczny ;).
15:53, novembre
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 97