Menu

Otwarte

Życie.. samo życie..

brawa dla tej pani

novembre

Jako, że dwa języki znam dobrze i porozumiewam się w nich bez problemu (angielski i francuski), a dwa słabiej (w tym jeden całkiem słabo, ale za to mam go dookoła), mieszają mi się ze sobą te dwa ostatnie - włoski i niemiecki. Mieszają się do tego stopnia, że potrafię wrzucić w zdanie jedno słowo z drugiego języka, w ogóle tego nie zauważając. I tylko otoczenie na mnie dziwnie patrzy...

Tak też było w Bergamo. Zaraz po opuszczeniu pociągu (po wysiąściu? po wysiądnięciu?), a więc mając w głowie niemiecki jako ostatnio używany język, poszłam do kiosku po bilet miejski.

Skupiłam się, żeby czegoś nie palnąć, i sformułowałam do pana takie oto zdanie:

- Buongiorno, vorrei un biglietto di 24 ore, a Bergamo, ohne l'aeroporto. (Dzień dobry, poproszę bilet 24h po Bergamo, bez lotniska; całe zdanie jest po włosku, ohne oznacza bez, tyle, że po niemiecku. Nic dziwnego, że się facet kłócił).

- Con l'aeroporto? (Z lotniskiem?)

- No, ohne l'aeroporto! - (Nie, bez lotniska!) no przecież mówię wyraźnie!

- Aaa, senza l'aeroporto! (A bez lotniska! senza - bez po włosku)

- Si, senza, senza... (Tak, bez)

novembre
Popołudniowy szczyt. Siedzę w autobusie, na uszach eska rock, przeglądam twittera, odbieram smsy, ktoś do mnie pisze na komunikatorze, normalny popołudniowy powrót do domu.
Do momentu, aż zaczyna dzwonić mąż, a telefon jest łaskaw się zawiesić.
...i śpiewać na cały regulator "My friend's got a girlfriend Man he hates that bitch"

Gawiedź w autobusie wysłuchała dwóch zwrotek i refrenu, zanim udało mi się odebrać.

A Offspringa chyba zmienię na coś, ekhm, spokojniejszego.
novembre
22:21:58 Betty
wystraszyłam sie ze 31.01 upływa termin waznosci bonów
22:22:09 Betty
i znów wyprawa po spirytus
22:22:19 Betty
ale mam jeszcze czas


Oczywiscie, nawet nie pytalam, czy bluzke jakas, czy co...
<rotfl>
novembre
Aaaaa zapomnialam napisac wczesniej, ale napisze dla potomnosci. Mozna sie smiac.

W Wielka Sobote poszlismy do Sister na swiecenie pokarmow tudziez plynow. Wieczorkiem. Mama mowi: wrocicie pozno, to wez sobie moje klucze z torebki.
Luz, wzielam. Siegnelam do torebki, klucze zawsze byly w takim skorzanym etui, wymacalam etui, schowalam do wlasnej torebki nawet za bardzo nie patrzac.

I poszlismy.

I wrocilismy.

00:43, z letka wstawieni, dziecko ryczy bo spiace a nie chcialo zostac na noc, glupie, no to szukam kluczy. Otworzylam torebke, siegnelam, i dostalam ataku smiechu.

Zamiast kluczy zabralam z mamy torebki... jej portmonetke.

Brawa.
Uklony.
:P

No i co, zapukalam, po cichu, zeby nikogo nie budzic, i rzeczywiscie, nikogo nie obudzilam, zwlaszcza, ze drzwi podwojne. Malz nacisnal dzwonek, co spotkalo sie z moim Csiiiiiiiiiii, bo wiadomo, pobudzi, a tu babcia przyjechala i co ma potem gadac, ze my w srodku nocy i ach ta dzisiejsza mlodziez.
Na szczescie mama nam otworzyla. W pierwszej chwili nie bardzo wiedziala, co sie dzieje, dwie sztuki sie rechocza, trzecia placze, ale pokazalam jej wlasny portfel ze slowami "klucze" i to jej wystarczylo...
;)

novembre
Malz przyjechal.
Samochod usyfiony, na zewnatrz, to normalne przy 500 km tygodniowo, ale i w srodku. Srodek malzowi nie przeszkadza, brudny samochod tez jezdzi, nieprawdaz.

Pogonilam w sobote towarzystwo i po zakupach pojechalismy na statoil do odkurzacza. A ze wiadomo ja to zrobie najlepiej, wyrwalam, o glupia!, malzowi rure odkurzaczowa z reki i odkurzylam. Troche sie trzeba bylo powyginac, ponaciagac. No. I wieczorem kurteczke po kinie mi sam zakladal, bo ja nie dalam rady lewego barku podniesc. No, brawa.

Rano mi przeszlo, ale gdziezbym tak szybko zmadrzala, jeszcze kopytek zrobilam malzowi oraz rogalikow, troche gniecenia, troche pouzywalam barku i znowu.
Eh.


Teraz malz pojechal pity zawiezc znajomej do rozliczenia. Wyszedl co prawda z domu bez teczki z pitami, ale sie wrocil, kota na klatce spotkal i chcial, zebym go nakarmila. Noo niedoczekanie, ja i koty. A kot jest sasiadow i kazalam zadzwonic na parterze, niech mu otworza.
Przy okazji dostal zolta pitowa teczke.

No, a teraz, czyli kwadrans po wyjsciu, ukochana malzonka, ktora sama mu te teczke pakowala, zadzwonila z telefonem pt. "wracaj!", bo w teczce sa tylko zalaczniki do odliczenia internetu i 1%. A pity leza na regale, jak lezaly.
:D:D:D

Chyba czas spac, robi sie niebezpiecznie..:D
novembre
Dzisiaj w kategorii "brawa dla tej pani" dwa wystepy.

Pierwsza nagroda za ufarbowanie sobie wlosow. I za splukiwanie farby gola reka bez rekawiczki. Bo przeciez farba zmywalna.
Ta. Zmywalna, czemu nie.
Sprobujcie zmyc farbe spod pieczolowicie wyhodowanych paznokci.
Majac w perspektywie jutro dwie rozmowy w warsiawce.

Druga nagroda za wyciagniecie sobie nitka dentystyczna plomby. Efekt: 15:45 wizyta.
novembre
Wracalam wczoraj rano z silowni.
Niedaleko mojego bloku zauwazylam starszego pana.
Stal nieruchomo, obok siatka z zakupami, i wpatrywal sie w jeden punkt.
Slonce swiecilo, ale temperatury do opalania to umowmy sie, nie bylo.
No to co on sie tak wystawia.
Kurcze, moze Alzheimer.
Moze sie zastanawia, gdzie mieszka, bo sie okrecil dookola siebie dwa razy i zginal.
Podejde do niego, zapytam.
Moze trzeba pomoc.
Do domu odprowadzic.

Zanim do niego doszlam, starszy pan odezwal sie do mnie.

- Czy pani chcialaby miec golebie na balkonie? Pacz pani, dopiero co otynkowany blok a juz siadaja na balkonach i obsrywaja, i jak to bedzie wygladac, dopiero czyste bylo a tu juz zapaskudzone..


No, ulzylo mi.
Tez nie lubie golebi.
:D
novembre
Niniejszym otwieram nowa kategorie wpisow. Niekoniecznie beda swiadczyly o mnie najlepiej. Trudno.

Szczyt debilizmu.
Nazrec sie suszonych moreli na dwie godziny przed rozmowa o prace.
novembre
Prawa reka gram w scrabble z mezem. Towarzyska, nuuda. No ale, chcial.
Lewa reke grzeje sobie na swieczce, w takim szklanym swieczniku, wielkosci i ksztaltu szklanki.

Przede mna stoi herbata.
Chce mi sie pic.
Co robie?


Podnosze do ust swiecznik.
W koncu ksztalt taki sam, prawda.
Brawo dla tej pani.

:D

© Otwarte
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci