Menu

Otwarte

Życie.. samo życie..

faceci:/

novembre
Najpierw woła do młodego: "przynieś mi kosmetyczkę, tę plastikową, w której mama trzyma swoje malowidła, jest w sypialni na komodzie".
Potem się wkurza, że chodziło mu o patyczek do uszu, który leży w łazience.

A ja taka niedomyślna.
novembre
Rozmowa z dostawcą o ofercie. Żyłuję go bez litości, wyrzuciłam połowę asortymentu, wije mi się w słuchawce jak piskorz.
- Pani Kasiu bo Panią to tak trudno zadowolić...
- Ależ Panie Jarku, wcale nie jest trudno, wystarczy tylko spełniać moje wymagania!

Po głosie oceniając, spokojnie dałby radę ;-)))
novembre
Mąż pobił własny rekord. Poleciał otóż do lądka bez pieniędzy. Wziął służbową kartę, tylko nie sprawdził, czy ma na niej środki. Buahahahaha.

Z prywatnych pieniędzy zapłacił noc w hotelu, na kolację się poodchudzał, na szczęście rano zrobił raban i mu dziewczę zasiliło kartę.
Najbardziej mnie rozbraja to zdziwienie, że po co ma sprawdzać, czy ma środki na karcie, no po co...

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
novembre
Wzięłam ostatnio męża na poważną rozmowę.
- Kochanie, ale tak szczerze - zbladł - jak powiedziałeś, że lecisz do Londynu, dokąd naprawdę pojechałeś?
- No do Londynu przecież - zbladł jeszcze bardziej.
- Bo wiesz, bo byłam teraz w Gdańsku, i w Indiashopie można kupić na pęczki takich breloczków, jak młodemu kupiłeś, podobno w Londynie.. więc lepiej powiedz wprost.

Nie wytrzymałam niestety napięcia i zobaczył, że sobie jaja robię. Acz breloczki były naprawdę, i jak je w sklepie pokazałam dobrym duszom towarzyszącym, dusze chórem krzyknęły: to ty go lepiej spytaj, gdzie on naprawdę pojechał! No to spytałam.

Poleciał przeszukiwać kieszenie kurtki i przyniósł mi paragon, że wypił w Welwyn pintę amstela za 3,80.


Taki tam żarcik.
novembre
Trzy dni przed imprezą, kupiłam kieckę na wesele. BTW czarna w białe groszki, czekam na propozycje dodatków.

Wchodzę zadowolona do domu, przebieram się w sukienkę, rajstopy, buty na obcasie, wiadomo, efekt musi być.

Idę się pochwalić.
- I jak wyglądam?
- Noo, pokaż się... strzelaj, strzelaj, będzie bramka! No nie, no gdzie on strzela!!


novembre
Mąż do żony:
- Może przypomniałabyś sobie, gdzie mogłem wsadzić książeczkę wojskową?

Bez książeczki się nie zamelduje, więc w piątek jedzie 200 km w jedną stronę i będzie się modlił, żeby mu od ręki ją wyrobili.

Drogi pamiętniczku, siekierą go, czy czymś równie tępym, żeby bardziej bolało...?
novembre
Z drugiego pokoju dobiega mnie miękki głos męża.
- Kochaaanie, chodź tutaj.. no chodź.. śliczności moje.. no nie bój się, misiaczku ty mój...


No...?
NO...???



Oczywiście, że do chomika tak mówił.
novembre
Zmartwiony malzonek polecil mi okladac bolaca noge acetonem.
Nie wiedzialam, ze zmywacz do paznokci ma wlasciwosci lecznicze :).
novembre
Notka pt. Jak malz przezywa, bedaca wierna kopia mejla do A.



Małż pyta czego ryczę.
A ja, oczywiście, siedzę i ryczę ;).
W końcu powiedziałam, że mnie na te biopsję wysyłają.
Cisza.
Nic.
Siedzi.
Posiedział ze trzy minuty.
Nie odezwał się ani słowem.
Poszedł zapalić.
Wrócił.
Siadł do komputera.
Postukał w klawisze.
W końcu wstał wkurzony od stołu i mówi.
'No co ten Ralph wymyśla, mówi, że mu mejle nie dochodzą, no przecież nie ma takiej możliwości, bo sprawdzałem!!!'.

Puenta chyba nie potrzebna :D.
novembre
WPROWADZENIE
Matrona naliczyla nam pieniadze za zuzycie wody.
Ok, wode zuzywamy.
Ale na wode jest zaliczka w czynszu, a matrona nie raczyla nam tego uwzglednic.
W ramach wyjasniania, usilowala przez sasiadke przekazac wypowiedzenie umowy najmu.
O szostej kurwa rano, bo sasiadka z tych wiekowych, co to o czwartej juz z zakupami wraca.
Wyslalam ja na drzewo, proszac o kontakt poprzez poczte polska nasza kochana.

Malz wychodzi z lazienki.
- I jaki MASZ plan?


Jakie to kurwa proste. Zawsze ktos bedzie mial jakis plan, pod ktory da sie podpiac. Jak nie zona, to mamusia.

Bo on by nie chcial sie wyprowadzac i kupowac mieszkania tak na lapu capu.
Dwa miesiace kurwa. Na lapu capu.
Ludzie ratujcie bo sie w pineche sama wyprowadze.
W dwie godziny.
novembre
22:26:40 Malz
Tomek poznal laske
22:26:46 Zona
znowu
22:26:50 Malz
83 rocznnik
22:26:53 Zona
hyy
22:26:57 Malz
idzie Tomaszek po bandzie
a ja co?
22:27:07 Zona
tez idz po bandzie :D
novembre
Mlody spi.
Ja odpoczywam, nie ma to jak wstac o piatej nad ranem, zeby odwiezc malza na pkp. No wstalam, bo co, jeszcze zostanie.
Wyjazd bardzo udany, malz sie pokazal z najlepszej strony, teksty w stylu 'to se mama zje' (na propozycje zupy), dowcipy 'kobieta najpierw 30 lat truje ojcu, potem 30 lat mezowi, potem 30 lat zieciowi', przyjazd do tesciowej na imieniny w starych brudnych dzinsach i t-shircie, podczas gdy reszta rodziny przestrzega etykiety, a jemu dynda.. No, komputer, wiadomo. Dziecko jak zwykle przeszkadzalo, w sumie, zeby napisac cos nowego, musialoby zostac puste miejsce.
Ehh..
novembre
O czym zazwyczaj pisze w piatki wieczorem albo w soboty rano? Powrot taty? no wlasnie.

Mial wczoraj szkolenie, ale zdazy na pociag 17:15 wiec zeby po niego wyejchac na pkp.
Dobra.

17:30 telefon, zle sie czuje, moze to jakis wirus zoladkowy, pojde sie polozyc i przyjade z kolega, wieczorem.
Dobra, tylko daj znac jak bedziecie wyjezdzac i zadzwon do dziecka.

I co?
I, oczywiscie, pstro.

Telefonu nie odbieral, dziecko jak sie dowiedzialo wieczorem, ze nie jedziemy po tatusia, najzwyczajniej w swiecie sie rozplakalo. A ze byl juz zmeczony i spiacy, doszlo rozzalenie, to nie byl to latwy wieczor. Zapowiedzialam mlodemu, zeby szybko usnal, a jak tylko sie rano obudzi, to obudzi i tatusia (no wiem, wiem, ale mu sie nalezalo).

Mlody sie rano obudzil i mowi: mama, tata jest w wannie..?

Nie synu, tata nie jest w wannie.
Obudzilam sie o piatej, jego nie ma. Obiecalam sobie, ze bede to miala gdzies, _prawie wcale_ sie nie denerwowalam i juz przed szosta zasnelam.

Teraz, po pytaniu mlodego, zadzwonilam do tatusia, gotowa dzwonic do skutku, az odbierze. Juz dziesiaty dzwonek byl skuteczny. No, no.

Tym razem, moj maz czekal na kolege, az kolega wroci z angielskiego hiszpanskiego salsy biegania randki w ciemno i hgw czego jeszcze. No i jas nie doczekal i usnal. A ze podejrzewam, ze nie ustalali, ze wracaja razem, bo sie po poludniu nie widzieli, a przeciez ten ... mial wracac pociagiem, to sie kolega walnal spac i tyle.

Zapowiedzialam mlodemu, ze tatus wroci na obiad. Tylko nie wiem, ktorego dnia.

Ide sie przejrzec w lustrze. Osiwialam jak nic.
novembre
Szkolenie mial dzisiaj. Malz, mam na mysli.
Konczy o 17 i od razu bedzie jechal do domu, na 20 bedzie na bank.

Buahahahahaha.

20:00. Garwolin.

Po ch*j dziecku powiedzial, ze bedzie wczesniej? Dziecko sie ucieszylo, dziecko czeka, dziecko wyglada przez okno, dziecko chce czekac na balkonie, "zeby bylo szybciej", dziecko sie nie moze doczekac, dziecko marudzi, dziecko placze, dziecko jest rozzalone.

Dziecko zasnie zanim tatus dojedzie do domu.

"Tata to zawsze wraca z pracy tak pozno, jak ja juz spie".

Kuuuurwa.
novembre
Aaa, bo zapomnialam.

Malz wczoraj wrocil i spytal mnie, czy sie namyslilam. W sensie rybki.
Odparlam, ze namyslilam sie od razu i ze moje zdanie zna. Ze rybka, prosze bardzo, jak bedziemy mieszkac razem, tak, zeby tatus mogl sie nia zajmowac, no i jak bedzie gdzie wstawic akwarium, do trzeciego pokoju na przyklad.

- To jak ja to powiem Piotrkowi??
- Tak samo, jak ja mu powiedzialam, ze nie bedzie mial wlasnego pokoju, bo sie tatus rozmyslil.

Wiecej tematu nie ciagnal.
novembre
Czy ja juz pisalam, ze wystarczyly trzy tygodnie, zeby malz zaczal mnie wq...c jak wraca z warszawki? Znaczy, juz sie odzwyczailam.

Przyjechal wczoraj przed 22, w Kurowie wypadek, przewrocona ciezarowka, wiec wszyscy rdzenni warszawiacy wracajacy po pracy do domu jechali w zolwim tempie. 30 km w ponad godzine.

Mlodemu sie oczy zamykaly, mimo bajki na komputerze (atrakcja!), resztki czipsow znalezionej na lodowce, zasnal dwie minuty przed przyjazdem tatusia.
Obudzilam go, wzielam na rece, przywital sie z tatusiem, przytulil i padl.
Tyle, ze nie mowil jakos, ze 'tata to zawsze przyjezdza z pracy jak ja juz spie'.

A tatus zostawil na noc w samochodzie saszetke z dokumentami. Portfel, ex-sluzbowy telefon, ktory wlasnie pojechal oddac, karty kredytowe i debetowe, dokumenty, wiadomo, dowod osobisty i rejestracyjny, prawo jazdy...

No, glupi ma szczescie:)
novembre
Moje dziecko chce miec zwierzatko.
Jak, *&^% Franklin, w najnowszej ksiazeczce.
Ja nie chce miec zwierzatka.
Nawet jesli jest to rybka w akwarium.
Obiecana, kwa zez mac, przez tatusia.
W zamian za szeroko pojeta grzecznosc.
Obiecana przez tatusia, dodajmy, nieobecnego przez piec dni w tygodniu.
Znaczy, ja mam karmic rybke, myc akwarium, dzwigac wode (5l to dla mnie wyczyn, niestety).
A tatus bedzie ten dobry, bo kupil rybke.
A rybka bedzie MNIE brzeczala za uchem. Znaczy, te cale odpowietrzacze.
Czy tam napowietrzacze, kij.
Chyba poszukam grzalki.

;)
Taka rybka w ciescie francuskim...:)

novembre
Malz wraca dzis z warszawki.

Zadzwonil po 16, ze do 17 jest w pracy, potem pojedzie do domu (mieszka z kumplem z liceum), spakuje torbe, zje cos i przyjezdza.

Czyli: wyjedzie kolo 19, 3h drogi plus korki, tak?

A nie mozna bylo spakowac torby wcozraj wieczorem i zabrac ja do samochodu dzis rano do pracy? Zjesc lunch w pracy, potem po drodze jakiegos Mc szczura i przyjechac do dziecka, ktore czeka, pyta od rana, kiedy tatus wroci? Niby niewiele o nim wspomina, ale przeciez teskni.

Cale popoludnie wybiegal na balkon, jak tylko slyszal warkot samochodu.
Usnal mi na kolanach, siedzial przy mnie i "nie bedzie spal, bo czeka na tate" i zeby go nie klasc i nie przebierac, bo on w ogole nie jest spiacy.

Padl o 21, mamroczac cos, ze tata zawsze przyjezdza, jak on juz spi.


Serce sie kraje;(

Ehh.. szkoda gadac.


Blyska sie, moze wreszcie cos spadnie i sie ochlodzi.
Ide sie wykapac.
novembre
Moj malz natomiast stwierdzil, ze odwiedzi nas w weekend.

W poniedzialek zaczyna prace w nowej firmie w stolycy, to w piatek podjedzie zrobic szybciutko badania wstepne, w gdansku odwiedzi kolege z RG i najpozniej na 20 bedzie u nas.

Sugerowalam mu subtelnie, ze piatek po poludniu to korki, ze moze mu troche zejsc dluzej niz przewiduje, ze moze lepiej wsiasc w ekspres i miec wszystko w nosie - kolege odwiedzic, nastepnie zapakowac sie w osobowy do Helu, tudziez taki statek wycieczkowy co w godzinke plynie, jak nasz, i z glowy. Ale on lubi jezdzic i najwyzej bedzie potem zalowal i mowil, ze mialam racje.
No, to powinien to sobie teraz na czole wytatuowac.

W warszawce mu sie przedluzylo zalatwianie badan i wyjechal ze stolycy o 18.
:):):):)

00:40 dostalam smsa, ze jest na rogatkach i gdzie sie ma kierowac.

Cale jego szczescie, ze czekalam na niego i dopiero co sie polozylam, bo gdybym spala od godziny, to zadne smsy by mnie nie ruszyly. A w ogole to by zadzwonil.

Jak pozno przyjechal, to naturalne, ze potem odsypial, nie?
Do 13.
Kij tam, ze na dwa dni nad morze, ze dziecko teskni, ze dziecko chce latawca puszczac z tatusiem. Zgarnelam mlodego na plaze o 9, bo co bedziemy czekac.
O 11 zadzwonilam, bo moze cos mu sie stalo:), ale nie, ma migrene wiec wzial prysznic, procha i sie jeszcze polozyl. Spotkalismy sie dopiero na obiedzie.

A po obiedzie sie polozyl na plazy bo zmeczony i bedzie spal.
Ale nie ze mna te numery, Bruner, nie po to kupilam dziecku latawiec, zeby on przespal caly dzien. Nigdzie nie pisalam, ze jestem dobra zona i wyrozumiala. Zabraklo mi wyrozumialosci, jak nic.

U Agi na kwaterze, na kolacji, tez sie polozyl i on bedzie spal, dopiero jak go kopnelam, ze jak by nie bylo, jest w gosciach a w gosciach sie nie spi, to sie obrazil ale usiadl. Cholernie mnie wkurzaja takie drobiazgi.

W niedziele szanowny malzonek rozleniwil sie na plazy, troszke pospal, potem jak prosilam, zeby pobawil sie z mlodym, bo zaraz jedzie a mlody bedzie tesknil, a moze ja bym tak na przyklad chwile odpoczela, to puscili latawiec, mlody zaplatal sznurek, wiec malz siadl i rozplatywal ten sznurek dobrze ponad godzine. To sie nazywa czas poswiecony dziecku.

Ani sie obejrzal (jak w tym dowcipie, "a zolwie myk myk myk.."), zrobila sie 19/30 i szczesliwie odjechal. Po calych 3h dojechal nawet do Trojmiasta, a "a nie mowilam" malzonki swidrowalo mu w uszach :D.

W warszawce byl o 3:30..

No ale on lubi jezdzic samochodem.


Buahahahahaha.
:D
novembre
Co to ja chcialam napisac.
Ze malz nie wrocil na noc do domu.
Po poludniu powiedzial mi w przelocie, ze musi jeszcze podskoczyc do pracy, zrobic Bardzo Wazna Rzecz. No dobra, mus to mus. Odwiozl wieczorem tesciow z dzialki do domu i zniknal bez slowa, ale domyslna malzonka stwierdzila, ze na pewno pojechal do tej roboty.
Na marginesie zaznaczam, ze dla mnie robota 'pilna' nie musi od razu oznaczac roboty 'na pol nocy/cala noc'. Czasem mu sie zdarzalo, ale zawsze uprzedzal, ze restartuja serwery czy cos konserwuja.
Pojechal.

Przed 23 sie polozylam, ile mozna czekac na chlopa, klucze ma w koncu, a ostatnio mu sie zdarzylo wyskoczyc na godzinke i wrocic 1/30. Luz.
Po pierwszej w nocy sie obudzilam, nie ma go jeszcze, a ja jako ten kwiat lotosu na jeb*&^ej tafli jeziora, pewnie zaniedlugo wroci.
4/36 mnie poderwalo z lozka, patrze - pusto.
Dzwonie.
Komorka sluzbowa rozladowana, abonent ma cie gdzies i nie nosi ze soba ladowarki.
Komorka prywatna nie odpowiada. Fajnie.
Przypominam, ze w ostatnich miesiacach malz mial duzo stresow w pracy, depresje na koncie, utrate przytomnosci podczas rozmowy z zarzadem itp atrakcje, no kij go wie, moze sie cos stalo. Ubralam sie i umylam, zebralam w sobie i zadzwonilam na 112.
Nie, prosze pani, nie bylo wypadku z takim samochodem.
Acha.
Wyszlam z domu, obeszlam blok, bo moze zaparkowal tam, gdzie nie widac i na przyklad dostal zawalu. Nie ma samochodu.

Zeszlam na dol do glowniejszej ulicy, zdziwiona, czemu tedy jada takie rozne autobusy, ale one dopiero co z zajezdni wyjechaly i na pierwszy kurs lecialy. Piata z minutami.
Zlapalam taksowke i na drugiej taryfie pojechalam do pracy malza, gdzie na logike byc powinien.
Samochod stal przed praca, kazalam taksowkarzowi zaczekac i weszlam do srodka, ale mnie zablokowalo przy kolejnych drzwiach, nie mialam karty magnetycznej a domofonu nikt nie odbieral o piatej rano.
Uspokoilam sie nieco widokiem calego i zdrowego i pustego samochodu i wrocilam do domu.
O szostej rano 23 osoby graly w scrabble na onecie:)

Podzwonilam jeszcze pare razy, dosc beznadziejnie zreszta. Pomyslalam, moze zatrzasnal sie w wychodku:).


7/30 telefon. Malz.
Odbieram.
Malz: - Czesc.
Ja: - Czesc.

I rabnelam sluchawka. Zyje, znaczy mogl zadzwonic, powiadomic, w kazdym badz razie moze poczekac. Wylaczylam telefon, odlozylam sluchawke stacjonarnego, zeby mi nic nie brzeczalo, i zebralam sie do przedszkola, na wycieczke z dziecmi na dworzec PKP ("A tutaj przyjezdza do nas Ciocia Betty!!").

Do meza raczylam sie odezwac po 15, jak jechalismy podpisywac wniosek o kredyt w banku.

Zostawil karte magnetyczna w serwerowni. A karta jest na wejscia i wyjscia, wiec nie mogl opuscic firmy, z drugiego pietra nie skakal, zeby ochrone wezwac musialby szybe zbic. Komorka jedna rozladowana, druga zostawil razem z karta, spiete byly.

A NIE ZADZWONIL DO MNIE ZE STACJONARNEGO W FIRMIE, BO NIE CHCIAL MNIE BUDZIC.

© Otwarte
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci