Menu

Otwarte

Życie.. samo życie..

novembre

Święta minęły na leżąco. Ida stanęła na nogi błyskawicznie i równie błyskawicznie rozłożyło mnie. Wiadomo, święta przygotowane, można się kłaść. Wyleżałam się dwa dni, z przerwą na śniadaniokolację, i pierwszego dnia po wstałam rześka i w formie, a że wiosna przyszła, to umyłam balkon i okna w salonie, kupiłam pelargonie; jak wiosna, to wiosna.

W planach mam jeszcze posprzątanie piwnicy, bo za każdym razem, gdy mój mąż idzie tam czegoś szukać, zostawia za sobą zgliszcza, i ja potem nie mogę niczego znaleźć, bo mi przestawia pudełka. Trzeba by tam w końcu kupić ze dwa regały, bo inaczej nigdy nie dojdziemy do ładu. Póki co, stoi tam 50 rozprostowanych pudełek przeprowadzkowych i wielki karton pełen folii bąbelkowej. Nie dam się nabrać; jak tylko je wywalę, okaże się, że znowu są potrzebne.

Póki co, dochodzi południe, a ja w piżamie. Młoda dała pospać niemal do 10, co jej się nie zdarza. Chyba żegnamy się z południowymi drzemkami :(. Za oknem piękne słońce i 16 stopni, nareszcie, nareszcie! Idziemy na spacer.

© Otwarte
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci