Menu

Otwarte

Życie.. samo życie..

novembre

Mrozy odeszły w siną dal. Jeszcze jakieś -2 w nocy, ale w dzień już +12 i piękne słońce. Łapiemy, bo od jutra ma padać, mżyć, lać i tak na zmianę przez dwa tygodnie. To już ponad miesiąc, jak mama u nas jest, a nie byłyśmy jeszcze na porządnym spacerze, na starówce, na lodach. No, na lody może temperatura mało zachęcająca.

Póki co, Ida nagabnięta, że babcia niedługo wraca i że znowu będziemy rozmawiać na skype, woła, że nie, że babcia jeszcze nie leci, że musi zostać jeszcze dwie minutki (standardowy tekst, gdy kończymy czytać wieczorne książeczki przed snem - mama musisz usiąść jeszcze na dwie minutki!), a w ogóle to na Skype będzie rozmawiać z babcią z Lublina, a ta babcia ma zostać i koniec tematu. Będzie meksyk za dwa tygodnie, jak przy każdym pożegnaniu :(. Chociaż w sumie może niegłupim pomysłem by było, żeby mama poleciała do Polski na święta i wróciła po nich z walizką przepakowaną na sezon wiosenno - letni ;-).

W telewizorze Justin Timberlake, Can't top that feeling. Na obiad była nieśmiertelna jarzynowa na wodzie (teściowa padnie, jak zobaczy ;)), placki z cukinii, mniam. Jako, że jeszcze gdzieniegdzie są wyprzedaże, a ostatnio było zimno i mroźno, kupiłam zestaw do fondue. Za nami pierwszy wieczór, testowy, po którym trzeba było tylko garnek szorować i szorować, i szorować... Przywiera skubane. Ale warto było, pycha. Przy okazji sąsiedzi zdradzili nam tipa, żeby nie czekać ruski rok, aż się ser rozpuści na malutkim ogniu, tylko żeby normalnie postawić garnek na ogniu i na malutkim gazie mieszać i doprawiać (i pilnować, żeby nie przywarło).

Poza tym szeroko pojęta norma. Albo - codzienność. Idka dzisiaj na jodze mało fikołka nie zrobiła, tak intensywnie psa z głową w dół próbowała wykonać, stojąc na głowie. Wróciła dzisiaj po zimowej przerwie pierwsza prowadząca i dała nam w kość, obstawiam więc na jutro chodzenie o kulach, albo niechodzenie w ogóle. Ale dobrze się czuję po takiej dawce rozciągania.

Młody pyskuje, jak pyskował. Zaczął dogryzać tatusiowi, co mnie się akurat bardzo podoba, bo ja cenię sobie poczucie humoru, nawet jeśli podlewane ironią. Ot, tatuś mówi: no, po tej siłowni to już widzę, że brzuch mam mniejszy... na co syneczek: tak, dwa razy byłeś.

Za chwilę pobudka, obiad i wybywamy na spacer. Do miasta.
Dawno nie byłam.

© Otwarte
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci