Menu

Otwarte

Życie.. samo życie..

novembre

Długi dzień. Pobudka o szóstej to jednak nie jest to, do czego jestem ostatnio przyzwyczajona. Tymczasem trzeba było zwlec zewłoka, ubrać, umalować, potem jeszcze spionizować dziecko, zgarnąć babcię, jej bambetle - i na lotnisko. W drodze do lotniska Ida zobaczyła samoloty i radośnie krzyknęła, że jesteśmy już w Polsce. Niestety, to tak nie działa, chociaż fajnie by było być tak blisko.

Na lotnisku mama zdziwiła się, że chodzi wojsko z ostrą bronią - ale przecież lotnisko jest na terytorium Francji, a oni zdaje się jeszcze od czasu zamachu na Bataclan, nie znieśli stanu wyjątkowego. Chodzą po pięciu i pilnują porządku.

Mama poleciała, z dwudziestominutowym opóźnieniem co prawda, ale dolecieli o czasie. W powietrzu korków nie było. Młoda o dziwo nie płakała na lotnisku, w przeciwieństwie do mamuni ;). Co ja poradzę, że wciąż tęsknię i mimo, że przyzwyczaiłam się, polubiłam i zaaklimatyzowałam, życie w Polsce byłoby pod wieloma względami prostsze. A do niedziel bez zakupów można przywyknąć. Upierdliwe, ale można.

W przyszły weekend święta. Ida bardzo się ucieszy, zapowiadają +3 i śnieg i mrozik w nocy. Kulig zrobimy. Śnieg, święta, prezenty, ależ ten czas leci! :) Wigilię, tfu, śniadanie wielkanocne robimy u nas, spęd dla zaprzyjaźnionych, zostających na miejscu Polaków, i ich dzieci. W sumie skład będzie podobny, jak na urodzinach Idy, 17 osób, w tym jedna kilkutygodniowa panienka. Śniadanie będzie składkowe, każdy przyniesie, co uważa, ja zrobię barszcz, bigos, królową sałatek, schab upiekę, paschę, mazurka, jajka. Resztę wyprodukują dziewczyny. Posiedzimy, pogadamy, spędzimy miło czas, a nie, jak rok temu. Święta we czworo też oczywiście mają swój urok, zasiadamy do śniadania o dziesiątej, kwadrans po mój mąż mówi, że on już się najadł i że dziękuje, wszystko pyszne. I co tu robić przez resztę dnia? Oraz ile można i o czym rozmawiać z własnym mężem? ;). A tak to zawsze będzie gwarniej, weselej, razem.

Młody pojechał na obóz narciarski, o jakiż spokój zapanował w domu! Nikt nie pyskuje, nie trzeba sprawdzać, przypominać i kontrolować. Ostatni hit - na klasówkę z francuskiego nauczył się nie tego, co trzeba, bo mu się pomyliło. A tłukłam z nim imparfait i passe composé, aż się nauczył, zasady ogarnął, masę ćwiczeń zrobił, pfffff. Po świętach będzie. Tymczasem czasowniki napisał jakoś, a słówek typu z drewna, ze szkła itp., nie napisał prawdopodobnie wcale. Gdyż albowiem powiedzieli nauczycielce, we dwóch, że oni się uczą francuskiego dwa lata, a reszta klasy - pięć. No i pani im kazała się nauczyć tyle, ile mogą. Ile mógł młody? Zero. Brawa dla tego pana. Ja naprawdę odpoczywam, jak go nie ma. Wiem, jak to brzmi, ale jego zachowanie i podejście (niestety, nie tylko do szkoły), mocno daje mi w kość. Nerwy już nie te.

Młoda po ostatnich wyskokach typu usypianie przed północą, śpi dziś grzecznie od 22. Czyli pobudka o 6:30 jej służy. Jutro też wczesny poranek, przedszkole czeka. Mimo, iż Ida upiera się, że nie może iść do przedszkola, bo przedszkol zniknął, oddali go do sklepu (do sklepu z przedszkolami, rzecz jasna). Kocha tę instytucję całkiem jak mamusia swego czasu ;).

Z youtube płynie sobie U2, Beautiful Day. Musiałam wpisać w wyszukiwarkę, bo oczywiście yt sam z siebie podpowiada mi świnkę Peppę i króliczka Binga. Oraz mam tę moooooooc. Ciekawe, dlaczego.

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • mylum

    sklep z przedszkolami jest super :) dobrze, że nasze chłopaki nie wiedzą, że może jest sklep ze szkołami ;) u nas tak samo, pamiętanie o pracach domowych i nauce to moje zadanie, a dziecko może sobie pomarudzić, że zadają i jakie to głupie wszystko ;)
    Miłych Świąt zatem życzę, fajny pomysł ze znajomymi i jedzeniem składkowym :)

© Otwarte
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci