Menu

Otwarte

Życie.. samo życie..

novembre

Uf, uf. Dojechaliśmy, wróciliśmy. Pokochałam niemieckie autostrady, za to, że kierowcy jadą, nawet w korku. Jak jest stłuczka na poboczu, to zwalniają do 50, 80, czy ilu tam. Na polskiej autostradzie stłuczka - wszystko stoi. Kierowcy wysiadają na fajkę, mogłam bez problemu wysadzić Idę na siku na poboczu, pełen luz. Przed Wrocławiem 100 km w trzy godziny. Powrotna droga była już dużo lepsza, wiadomo, nie wszyscy wracają w tym samym czasie ze świąt, więc siłą rzeczy było luźniej. Zdecydowaliśmy się nie nocować, tylko jechać, ile się da. Zwłaszcza, że małżonek wyspany, droga dobra, korków niet. Ostatnia godzina była męcząca, ale wypiliśmy po kawie (ja też!! kawę wypiłam!!), zimne powietrze nas otrzeźwiło, poza tym Idunia córunia jendoliła, że ona chce do domu spać. A pod blokiem, o 4 rano, zażyczyła sobie kolację, paróweczę z chlebkiem, i była wielce rozczarowana, że matka nie szykuje pełnej kąpieli, tylko szybki prysznic...;)
W Bawarii złapał nas śnieg; towarzyszył nam przez ponad godzinę drogi, i tu pochwała samochodu. Miał wszystkie możliwe bajery, kontrolę trakcji, zwalnianie, kiedy ten przed nami zwalniał, ciężki pedał gazu przy większym śniegu itp. Sam się prowadził. Wystarczyło tylko mieć otwarte oczy, bo jakieś cwane czujniki wyłapywały zmęczenie kierowcy i życzyły przerwy na kawę ;). Tak naprawdę więcej stresu przysporzyła mi wymiotująca młoda, niż droga. Niestety jedyny sposób, żeby nie wymiotowała, to nie dać jej jeść, a już broń Boże w samochodzie. Ale spoko, małżonek kupił jakieś cudo na orlenie i wyprał tapicerkę; ja wyprałam fotelik i git.

Same święta miłe, gwarne, rodzinne, ciepłe i jak zwykle za krótkie.

Sylwester w domu. Młody wybył do Vanessy, Idka padła przed 22, a my zalegliśmy przed telewizorem. Nie bardzo mogliśmy znaleźć coś fajnego ani w tv, ani na netfliksie. Stanęło na "Masz wiadomość", którego nie znałam, do momentu, aż sobie przypomniałam, że jednak kiedyś już to oglądałam, i to pewnie nie raz. Ach, ta moja pamięć do filmów.

Fajerwerki obejrzeliśmy w telewizorze; z naszych okien nie widać kompletnie nic, słychać jedynie huk petard. Oraz pobliskich kościołów, które z okazji powitania Nowego Roku, nap... dzwoniły kwadrans przed do kwadransa po. Ale spoko, przynajmniej nie przespaliśmy północy.

Stary rok skończył się beznadziejnie. Po powrocie napisałam do sąsiadki, że jesteśmy i że możemy już odebrać klucze do mieszkania i listy, przy okazji zapytałam, czy wszystko ok, jako zawoalowane pytanie, jak się ma trzecia córa. Otóż trzecia córa... po prostu serduszko stanęło, dzień przed porodem. Nawet nie wyobrażam sobie, jakie mieli święta :(. Najstarszej, pięciolatce, powiedzieli, że niektóre dzieci wybierają bycie gwiazdką na niebie; młodsza, dwuipółlatka, nie dopytuje. Przyszła wczoraj Sara z dziewczynami na kawę, zużyłyśmy masę chusteczek i parę kieliszków wiśniówki. Straszne to. 

Mam nadzieję, że Nowy zatrze to wrażenie po poprzedniku. Chociaż obawiam się, że co roku tak piszę...

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • gania76

    Jedna z nauczycielek Madzi zmarła w drugi dzień świąt, kobieta po 40, i tak znienacka... został niepełnosprawny mąż i 18-letni syn. To są prawdziwe nieszczęścia... nasze to jedynie niewielkie kłopoty :(
    Cieszę się, że podróż Wam się udała. Komfort samochodu jest jednak bardzo istotny!
    Wszelkiej pomyślności w Nowym Roku!

  • mylum

    Cieszę się, że podróż ok, co prawda myślałam, że kupiliście na orlenie jakiś aviomarin czy cóś ;)
    U nas też z parteru nie było widać fajerwerków, jedynie hałas, na szczęście u nas ksiundz nie wpadł na pomysł podłączanie dzwonów :)
    Wszystkiego najlepsiejszego w Nowym Roku!

  • novembre

    Gania, masz rację, nasze to tylko kłopoty, chociaż trudno się cieszyć, że "tylko".
    Mylum, miałam dla Idy czopki, miały działać 12h... Wymiotowała po 1h, 4, 7h, bez znaczenia. Może rzeczywiście przetestować stary polski aviomarin?
    Najlepszego! :*

© Otwarte
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci