Menu

Otwarte

Życie.. samo życie..

novembre

Młoda znowu nie chce jeść. Ma to pewnie związek z wujową pogodą za oknem, bo przy wietrze ponad 100 km/h niezbyt przyjemnie się wychodzi na spacer, niemniej śniadania potrafi nie zjeść, ulubioną zupą łaskawie da się nakarmić, a i to nie zawsze, pół jabłka na podwieczorek i naleśnik z serem i dżemem na kolację. No szału nie ma. Chyba wrócimy do kolacji pt. jajko na miękko, bo ileż mięsa mieści się w dwóch gryzach parówki...? Mądre poradniki każą się nie stresować, nie pompować atmosfery, podawać dziecku jedzenie normalnie i nic pomiędzy. Ciekawe, czy poradniki były testowane spojrzeniem ze szreka błagającym: jestem głodna! daj mi bułecke! Oszaleć można z tym macierzyństwem, mówię wam.
Mąż szczęśliwie po urlopie wrócił do pracy, wichury mu nie straszne. Młody korzysta z wolnego do końca tygodnia i bumeluje, chociaż już powoli sam próbuje przestawić się na wcześniejsze wstawanie. Tak, aby poniedziałek nie był pobudką w środku nocy.
Teściowa pojechała do sanatorium. Dostała je wcześniej, jako to takie poszpitalne, po operacji barku. Pierwszego dnia nie miała czasu mi odpisać na whatsappie, dziś odpisała, że pozapisywała się na wszystkie wycieczki, spacery i koncerty, że wyda wszystkie pieniądze ale co tam, wszystko bardzo jej się podoba.
I tu zwyrodniała wyobraźnia rzuciła na pierwszy plan moją mamę, która też czeka w kolejce do sanatorium, chyba jeszcze z półtora roku ludzi przed nią. Ale w zasadzie mogę wam napisać, jak będzie wyglądał jej pobyt:
- budynek będzie stary
- winda będzie stara albo nieczynna (w końcu sanatorium, czyli rehabilitacja, nie? :D)
- łóżka będą za niskie i będzie jej trudno wstać, bo ją kolana bolą
- oknem wieje
- jedzenie będzie mdłe i takie sobie
- towarzystwo w pokoju albo bardzo gadatliwe, albo jakieś dziwne
- zabiegi będą straszne, bo trzeba będzie przejść do budynku obok
- oraz zdjąć rajstopy - czyli schylić się, a to boli
- spacery odpadają, bo ją nogi bolą
- wycieczki też, bo ona nie wsiądzie do autobusu, bo stopień jest za wysoko dla niej
- ogólnie "nie no, fajnie było, trzeba było jechać to pojechałam, ale te zabiegi to i tak na pewno nie pomogą".

Ja wiem, to brzmi strasznie, ale jestem gotowa założyć się o co chcecie, że tak właśnie będzie.

Poza tym co. Kończy się dojadanie po Sylwestrze; na drugi raz zrobię im Sylwestra niczym z Kogla Mogla ("Proszę się częstować, jakby co, to doniosę" - powiedziała Kasia Solska podając kilka szklanek słonych paluszków). Została w zasadzie jedna sałatka, kabanosy, których większość zamrożę (kupiłam opakowanie zamknięte hermetycznie, kilo sześćdziesiąt, prawda). Wędliny jeszcze nie kupowałam, ale i amatorów u nas nie ma. Za to jemy już "normalne" jedzenie, płatki owsiane, sałatę czy zupę jarzynową. No, nie tylko, nabój świątecznych słodyczy też jeszcze czeka na zjedzenie... A jak woła! :)

Ubiegły rok miał być moim rokiem, i jak tylko sobie postanowiłam, tak pierdyknęło wszystko po kolei. W tym roku więc nie postanawiam sobie nic na głos; zaplanowałam to i owo w kalendarzu, poza tym wszystkie horoskopy wykopują mnie do pracy i wróżą ogromne pieniądze, więc sami rozumiecie. Zaczynam wysyłać te siwi. (ale wygląda, nie? :D) A, i muszę sobie koniecznie kupić druty! Zachorowałam na robienie na drutach, na fajne swetry, czapki i chusty. Teściowa by mi robiła, ale raz, że jest za daleko, dwa, że oczy jej siadają; mama woli serwetki i obrusy (kiedyś zaproponowałam, żeby wyszydełkowała maleńkiej wtedy Idzie jakąś zabawkę kolorową, to fuknięcie pamiętam do dziś. Czyli znaczy że nie.) To sama się nauczę i będę obdarowywać rodzinę i znajomych swoimi arcydziełami.
O ile w tym roku nie połamię rąk...

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • mylum

    z niejedzeniem to się można podłamać, 13-latki też potrafią zaleźć za skórę, najchętniej tylko węglowodany a białka wcale. A jak pojedziemy do moich rodziców, to MNIE się obrywa... (no przecież ja źle wychowałam....)
    Ha, też mamy jeszcze zapasik słodyczy, które proszą, żeby je zniszczyć ;)
    Na drutach można wiele fajnych rzeczy zrobić, tylko trzeba się wprawić, a takie swetry to wymagają też zszywania, coby mnie definitywnie przerosło, pozostaję więc przy szydełku i drobnych formach, typu małe serwetki. Niestety nadgarstki nie kochają szydełka...
    I są takie super cieniowane włóczki, na drutach dużo ładniej się układają kolory. Polecam www.ravelry.com, zarówno dla wzorów, jak i dla znalezienia włóczek i obejrzenia zastosowań :)
    to się rozpisałam ;)

  • novembre

    Cześć Mylum! Mam w domu piętnastolatka, wiem, o czym mówisz ;/. Teraz co prawda ma fazę jedzenia w miarę wszystkiego, ale jak nie przypilnuję, to np. nie zje kolacji, bo napcha się jakimiś słodyczami, albo woli nie zjeść w ogóle, jeśli ma zjeść coś, czego nie lubi. I tak, jest to oczywiście moja wina. Matki w ogóle mają na każdym froncie, excusez le mot, przejebane.
    Za rady druciane dziękuję, będę przeglądać wszystko (ja nawet łańcuszka na szydełku nie umiem, więc szykują mi się podstawy podstaw :D)
    Słodyczy u nas woła coraz mniej ;p;p;p
    Pomyślności w Nowym Roku!

  • nell.77

    Zrobilam tak na swieta. Szaliki, z welny, w ulubionych kolorach. Ogromne. Obdarowani zachwyceni :) polecam :)

© Otwarte
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci