Menu

Otwarte

Życie.. samo życie..

novembre

Piątek, a ja jeszcze wtorku nie skończyłam.
Młoda zapisana do Spielgruppy, na dwa przedpołudnia w tygodniu. Nie wiem, jak ona, ale ja się już nie mogę doczekać. Trzy godziny wolności! Pierwsze dni chyba przesiedzę sama w jakiejś kawiarni, croissantem zagryzając herbatę i po prostu patrząc na ludzi. Na dorosłych.
Napisaliśmy do szkoły prośbę o zwolnienie Piotrka z dwóch ostatnich dni przed świętami, żeby wcześniej ruszyć w drogę; w tym roku nie lecimy samolotem, bo ceny biletów dla czterech osób nas niemal zabiły. Za jedną czwartą ceny wynajęliśmy samochód, co tam, że 1500 kilometrów, nocleg po drodze, jęcząca Idka, nieznana trasa i korki na autostradzie. Szwajcarzy widać nie takie rzeczy ze szwagrem po pijaku robili, bo zgody szkoła nie udzieliła. Uzasadnienie: bo nie. Efekt będzie taki, że dojedziemy w sobotę wieczorem do mojej mamy, czyli 23. grudnia, wigilia, pierwszy dzień świąt i drugiego dnia rano pojedziemy do teściowej. 29. grudnia ruszamy z powrotem, żeby 30 dotrzeć do domu, oddać samochód i zalec na kanapie z szampanem i kabanosami. Po cichu myślałam, że może zostawimy dzieci same i wybierzemy się do jakichś znajomych, ale zanim zdążyłam zwerbalizować i zwizualizować, jak by to było pięknie, młody spytał, czy on w tym roku też musi spędzać z nami Sylwestra, bo może z Vanessą u Vanessy, a może u kolegi tu niedaleko... Acha, no to jużeśmy poszli. Chyba, że zrobimy party z dziećmi, ale co to za party z dziećmi... Eh, trudno, mamy jeszcze parę seriali do obejrzenia na netfliksie.
Młoda właśnie podeszła do mnie i poprosiła o coś nowego. Zupełnie, jakby czytała książkę o rozwoju dzieci: "trzylatki uwielbiają magiczne słowa: coś nowego, niespodzianka". Mam na nią póki co niezły sposób, bo zawsze odbijam piłeczkę, że jak chce coś nowego, najpierw musi posprzątać coś starego. Ida zaczyna sprzątać zabawki i tak się nimi zajmuje, że o czymś nowym zapomina.
Wczoraj zrobiliśmy z młodym przegląd jego szafy. Efekt jest taki, że po spakowaniu ubrań za małych, młody został z czterema t-shirtami, dwiema bluzami itp. Pół roku temu, po zimowym przesileniu, też tak było ;). Na szczęście młody wymagający nie jest, tzn on może mieć tylko dwie bluzy, jeśli to będą bluzy, które on wybierze i które mu się podobają; wiadomo, przez nas wybranych może nie założyć, jeśli mu się nie podobają, nawet gdyby były ostatnie na świecie. Póki co zamówił sobie na zalando jakieś bluzki, więc jest szansa, że nie będzie tak całkiem świecił golizną w święta.
Znowu zapowiadają u nas opady śniegu. Po ostatnich prognozach, w poniedziałek poleciałam do sklepu po śniegowe spodnie dla Idy, po czym od razu zmienili prognozy z -2 na +9.
Oraz muszę do francuskiego lidla, bo lada moment rodzina się zdziwi, że przecież były wieszane czekoladki na choince, i gdzie one teraz są? (w zasadzie mogłabym im powiedzieć, gdzie, ale nie będę się wyrażać).
W ramach Mikołaja, parę dni temu kupiłam sobie szminkę. Trochę jaśniejsza od tego, czym uparcie chce mnie malować małżonek, taka śliwka. Ładna, podobała mi się. Niestety, albo w sklepie, albo w drodze do domu, zgubiłam ją. Może się wysunęła z kieszeni, może zostawiłam ją na pasie do pakowania, cholera wie. Eh, trudno. Chodziłam wkurzona cały wieczór, nie, że tyle kasy straciłam, bo trzy franki to jeszcze nie jest rozpaczliwa strata, tylko dlatego, że chciałam się umalować na spokojnie w domu. No nic.
Wczoraj poszłam znów do sklepu, odkupić szminkę. Stanęłam przed stoiskiem - wiem, która marka, wiem mniej więcej, gdzie leżały te konkretne - i... żadna mi się nie podobała. Kurtyna, oklaski, brawo ja.
Wybrałam w końcu jedną, która ostatecznie mogła być i w domu okazało się, że to dokładnie ta, że to ten odcień, który kupiłam sobie na Mikołaja.
Wieczory spędzam przy komputerze, zamawiając prezenty dla rodziny, mama tylko chodzi na pocztę i odbiera. Dzisiaj ma dwie paczki z poczty do odebrania i ma przyjść kurier z kolejną, paczką, nie pocztą. Święta, panie. Jeszcze dwa tygodnie.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • mylum

    te 1500km i 1500 z powrotem, uf, na samą myśl jestem zmęczona ;)
    no ale macie plan, a ja na razie zaplanowałam, że coś zaplanuję na święta ;)
    a ze szkoły nie można uciec, a potem jakoś się wytłumaczyć? nagłym bólem (istnienia)?
    i najważniejsze, jak tam trzygodzinna porcja wolności?

  • novembre

    Wolność od stycznia dopiero. Ale już sobie wizualizuję, co ja będę w tym czasie robić...!
    Ze szkoły nie można się urwać, bo szkoła jest obowiązkowa. Polskie podejście jest tu nie do pomyślenia. Jeśli rano uczeń nie pojawi się w szkole, dzwoni sekretariat z pytaniem, co się stało. No, chyba, że chory i zgłoszone do wychowawcy, to wtedy ok. Do trzech dni mogę usprawiedliwić sama, powyżej lekarz wystawia zwolnienie.
    Jeśli szkoła nie zgodzi się nawet na jeden dzień wolnego, to cóż, Piotrka przed południem rozboli brzuch i nauczyciel sam zwolni go do domu.
    Dłuższe takie kombinowanie może skutkować tym, że przyjdą do domu smutni panowie ze szkoły sprawdzić, czy aby na pewno chory. Jeśli nie chory albo nie ma w domu, dostaje się papierek do opłacenia. Słyszałam o 500 frankach, ale i o 2000.
    Nie na darmo mówi się, że to państwo policyjne...

© Otwarte
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci