Menu

Otwarte

Życie.. samo życie..

novembre

Dzień dobry dzisiaj.
Rano mąż dał pospać i wstał do Idy bladym świtem o wpół do ósmej. Ja niemal trzy godziny później; rozpusta. Wstałam do śniadania, mąż poleciał po kwiatki i eklerki - jako, że parę dni temu miałam urodziny, na imieniny poprosiłam o eklerki, na które miałam ogromną ochotę od dawna, ale jakoś nigdy nie składało się, żeby zaszaleć i sobie kupić. Mąż przyniósł osiem, oraz kwiatki :).
Malując się stwierdziłam, że koniecznie muszę sobie kupić kredkę do oczu, poszliśmy więc na spacer. Ze sklepu wyszłam z kredką, szminką, konturówką i paroma jeszcze drobiazgami. Jak to kobieta na stoisku z kosmetykami :).
Wpadł gość kupić wystawiony na tutti.ch pistolet NERF. Młody zadowolony, wzbogacił się o 10 franków.
Po południu udaliśmy się do znajomych Polaków na kinderbal. Jubilat skończył pięć lat, był tort i dekoracje na motywach ciasteczkowego potwora. Dzieci się wybawiły, matki nagadały, ojcowie również - przeważnie w podgrupach, ze względów lokalowych. Matki z dziećmi w jednym, ojcowie w drugim.
Ida zajęta była przez większość czasu warsztatem Jasia. Jaś ma stół z młotkami, śrubami, śrubokrętami itp. Wszystko drewniane. Imadło też jej się bardzo podobało. Jakaż to odmiana od korony i królewnowych motywów!
Po kinderbalu zrobiłam obiado-kolację, pieczona ryba, ziemniaki i surówka z czerwonej kapusty. Miała być z kiszonej, do ryby, ale zapomniałam kupić. Ziemniaki to rarytas, nie lubię ich obierać, najczęściej piekę razem z kurocyckami, krojąc w łódeczki i zostawiając łupiny.
Ida po raz drugi w życiu ominęła drzemkę; kimnęła się 10 minut w drodze na imprezę i trochę lewitowała w drodze powrotnej. O 20:15 zażyczyła sobie kończyć kąpiel i padła spać, tylko dwa razy wołając mnie na siku oraz inne życiowe problemy (nie wiem, co chcę, ale przyjdź do mnie i każ mi już spać. I tak co chwila.)
Teraz jest już wieczór, jestem wykąpana, mam wymalowane paznokcie - suszę je na klawiaturze komputera; ewentualnie jeszcze książka jest dobra. Mąż się nabija, bo dał mi kiedyś lampkę do komputera włączaną na USB i ta lampka świetnie się sprawdza, gdy maluję przy komputerze paznokcie.
Popijam grzane wino, zaraz obejrzymy jakiś serial. Przed nami jeszcze niedziela, basen, pizza w wykonaniu mojego męża oraz po południu słodkie lenistwo, bo ma rzucać żabami. No chyba, że spadnie w końcu śnieg, na co się odgrażają już od paru tygodni...

A propos malowania paznokci - małżonek ostatnio zaczął mnie namawiać na trochę ostrzejszy makijaż. Rzeczywiście, nie maluję się za bardzo, podkład, brwi, rzęsy, róż (nie pomoże puder róż, kiedy panna stara już...), i tyle. Paznokcie - tylko u stóp; to robota głupiego dla mnie, malować paznokcie u rąk czymkolwiek powyżej odżywki. Po 12h zaczyna odpadać, ścierać się. A ja muszę mieć albo 100%, albo nic.
Przy okazji jakichś zakupów sklepowych, poprosił, żebym umalowała się.. fioletową szminką. Głuchy na moje sugestie, że Halloween właśnie się skończyło, obstawał przy swoim. Dla świętego spokoju umalowałam się jakimś oberżynowym testerem i wyszłam ze sklepu straszyć ludzi.
Mężowi bardzo się podobało.
Dzisiaj na zakupach przypomniał się ze swoją fanaberią, ja nie wiem, może jakaś koleżanka w biurze tak się maluje i jemu się podoba, no nic. Umalowałam się kolejną, szminką, nie koleżanką, i stwierdziłam, że skoro tak się upiera, niech ma. W końcu to on mnie widzi, a nie ja siebie.
Na kinderbal użyłam szminki (Catrice Ultimate Matt Lipstick 040 Dramatic Lilatic), dzieci się na szczęście nie wystraszyły. Teraz dorabiam sobie paznokcie, w kolorze głębokiej śliwki, ale chłop, umówmy się, różnicy w odcieniu nie wychwyci. A szminka nie jest na ustach taka trupio fioletowa, na szczęście, trochę własny pigment ratuje sytuację, więc nie jest źle. Podpytałam koleżanki matki Polki na kinderbalu, potwierdziły, że na randkę albo na imprezę jest jak najbardziej ok, natomiast po bułki do migrosa może niekoniecznie. Obiecałam, że nie będę straszyć pań kasjerek w migrosie niczym powyżej różowego błyszczyka.
Jeszcze tylko muszę poszukać jakichś matowych cieni, bo do matowej szminki to chyba matowe cienie? Droga gosiu? Pierwszy raz w życiu mam matową szminkę, jak to się nosi? Chyba sobie zapodam jakąś paletkę w kolorze nude. I pójdę do youtube'a na kurs makijażu. Nie nadążam za tą modą!

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • gania76

    Na paznokcie to najlepiej top coat Sally Hansen, taki w czerwonej buteleczce. Nie wiem czy u Was jest, ale w Polsce kupisz. Ja robię base coat, potem lakier 2 razy, i ten top coat. Dodatkowo szybko schnie. Lakier trzyma się dobrych kilka dni

  • novembre

    Używam jakiegoś chyba Maybelline, generalnie całkiem ładnie trzyma, chyba, że się pójdzie na basen ;///. A na co dzień czas chyba zakupić lateksowe rękawiczki, żeby nie wykończyć paznokci tak od razu.

© Otwarte
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci