Menu

Otwarte

Życie.. samo życie..

novembre

Siadam do komputera, napisałabym notkę. Ale o czym? Nie bardzo jest o czym, nic się nie dzieje. No, bo ile można pisać, że pogoda, że Piotrek, że Idka... w kółko to samo. Młody w szkole zbiera szóstki i tróje, młoda ostatnio smarka i dwie noce spędziłam na dywanie koło łóżeczka. Hitem była wczorajsza noc, kiedy to Idzie coś się śniło i wołała: nie dziewczynka! Idy plac zabaw! Czyli mózg tam sobie robi defragmentację dysku i wyrzuca co poniektóre przeżycia na wierzch. Swoją drogą, pamiętacie defragmentację dysku? Się robiło, żeby był porządek, i tak fajnie te kwadraciki się przesuwały, mogłam na to patrzeć jak na pingwiny cesarskie w zoo.

A propos spania, Ida oświadczyła, że już jest wieczór, ona je kolację, idzie się kąpać i idzie spać i wszyscy idą spać, a mama to będzie spała na kocu obok Iduni łóżeczka. No może jednak już nie, co? ;)

Siedliśmy parę dni temu do komputera z mocnym postanowieniem zakupu biletów na święta. Jakoś nigdy nie przyszło nam do głowy sprawdzić, od kiedy można bilety kupić, tzn. na ile do przodu, zawsze braliśmy się za temat w październiku. Siedliśmy, ustaliliśmy daty... taaa... taaa... Po pierwsze, ostatnio dzieci nam urosły, Piotrek się już liczy jako dorosły, Idka też, nagle zrobiły się cztery bilety do kupienia. Po drugie, wizzair excusez le mot ocipiał, bo bilety są po 266 franków tam i niewiele taniej z powrotem. Sezon świąteczny kończy im się 9. stycznia, Piotrek ma szkołę od razu, Trzech Króli jest u nas pracujące. Dodając do biletów koszt wynajmu samochodu, bo jakoś trzeba wszędzie dojechać, wyszło nam coś około 2k franków. Hoł hoł hoł, wesołych świąt! Po intensywnej burzy mózgów, przeanalizowaniu różnych dziwnych rozwiązań typu pociągi, lot ja z Idą wcześniej, chłopaki później, my wizzairem, oni swissem, tu potrzebny hotel w Zurychu, tam już nie ma biletów, tu jeszcze są, i tak dalej, i tak dalej, zdecydowaliśmy, że bierzemy samochód z wypożyczalni i jedziemy samochodem. Wliczając paliwo na pewno zmieścimy się w tysiącu. Trochę tylko osiwiałam na myśl, że 1400 km, że Ida, że śnieg, który wbrew temu, co twierdzi małżonek, pada również na autostrady, że nie wiem, co jeszcze... No, ale co. Ludzie jeżdżą i żyją. Mam nadzieję, że my też ;).

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • qwinton

    Bo bilety to się na początku lipca kupuje :) A tak na marginesie ostatnio kupiłem bilety w Wizz po 12,19CHF w jedną stronę, ale to na Wszystkich Świętych, więc nie sezon.
    Co do samochodu, trzeba jechać tak, aby spalanie wyszło 7l/100km (benzyna). Wtedy potrzeba ok 200l paliwa :) (w obie strony).

  • novembre

    Qwinton, dzięki za rady, wszystkie przyjmę chętnie! :)
    Następne bilety na BN będziemy kupować chyba w grudniu lub styczniu...;/
    Właśnie przeczytałam prognozę amerykańskich naukowców na nadchodzącą zimę, burze, deszcze, śnieg, również w Alpach. No, dzięki ;///

  • gania76

    1400 km to faktycznie dosyć dużo, ja bym jechała z noclegiem. Jednym ciągiem zimą będzie Wam ciężko, a w okolicach Monachium korki będą na 1000%.

  • qwinton

    Tu się nie jedzie przez Monachium. Prędzej Norymberga. Fakt, trzeba uważać, żeby nie wpaść w poranne lub wieczorne korki. Ale nie jest źle. Do Wrocławia jest autostrada, potem expresówka do Łodzi, więc szeroko. A 1400km da się zrobić spokojnie jadąc w 12h, bez noclegu* :)

    *do Warszawy, bo tam kolejna autostrada.

© Otwarte
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci