Menu

Otwarte

Życie.. samo życie..

novembre

Po dwóch tygodniach od powrotu młoda wciąż powtarza: jestemy w domu! Biedne dziecko, matka  chciała dobrze, żeby z rodziną pobyła, a tu trauma wyszła. Bardzo wydoroślała przez wakacje, nie, żeby zaraz poważna się zrobiła i w książkach siedziała, ale taka wiecie, dziewczynka. 2,5 roku, kucyki, lalki, różowości wszędzie. Słodziak. Wrzeszczący nieeeee to mojeeee zostaw!, ale co tam. Książki mówią, że kiedyś minie (jak się wyprowadzi :D).

Młody w nowej klasie odnalazł się dobrze, głównie za sprawą Vanessy, Chiary, Errolla i paru jeszcze innych, którzy po lekcjach wpadają razem albo w podgrupach. Grają na ps, oglądają jutuby, oczywiście zajmują się Idą, jak ja latam po lekarzach (Ida wtedy śpi...). Rok temu młody wyraźnie nie mógł się odnaleźć w nowej klasie, miał tylko dwóch kumpli, i to po dość długim czasie dopiero. Tu, zanim jeszcze poszedł do klasy, znał już Errolla, a i Vanessa pojawiła się na horyzoncie jeszcze w wakacje, więc...;) Jestem dobrej myśli.

Za oknem wczesna jesień, 17-20 stopni, czasem słońce, czasem deszcz. Jesienny nastrój sam się wprasza do domu. Czas na herbatę parzoną w czajniczku i świeczki zapachowe.

Chodzę ostatnio po lekarzach, bo po trzech latach mieszkania tutaj natchnęło mnie, żeby wreszcie poznać jakiegoś lekarza internistę i się do niego zapisać. Raz, że co roku każą tu przychodzić na kontrolę, oni tu bardzo dbają o siebie, dwa, że w przypadku nagłej infekcji, jeśli nie mam swojego lekarza, nikt mnie z marszu raczej nie przyjmie. Poguglałam więc, znalazłam blisko fajnie zapowiadający się gabinet, mąż mnie zapisał jeszcze w wakacje (no dobra, trochę mnie wystraszyła wątroba, która jak się okazało, buntowała się przeciwko zbyt długiemu stosowaniu polskiej diety). Przyniosłam lekarzowi nawet moją pierwszą, dziecięcą książeczkę szczepień - trzeba było uzupełnić DTP, oni tu zawsze tężec i tężec. Złamiesz nogę - pytają o szczepienie na tężec. Jakakolwiek wizyta na SOR - pytają o szczepienie na tężec. Obsesja jakaś. No więc utoczyli mi nieco krwi, podpięli pod ekg, sprawdzili ciśnienie, serce... Ehh. Czekam na jeszcze jedne wyniki, ale jak tak dalej pójdzie, to będzie ciężko umrzeć. Wszystko mam w normie. Nawet cukier i cholesterol, po wakacjach! Rany boskie. Sprawdził mi też cukier historycznie, czyli na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy, i też w normie (dobrze, że alkoholu nie sprawdzał historycznie...). Nawet hemoglobinę mam, jak nie ja, 12,8. Zawsze jak w Polsce szłam oddać krew, bałam się, że mnie wywalą, bo ta hemoglobina była zawsze wredna, 11,8, 12 i wywalali mnie na za miesiąc w celu poprawienia parametrów. A tu proszę, jak ładnie (to wszystko przez jajka! Uwielbiam jajka i koglem moglem kiedyś wyleczyłam się z anemii).

No to co, idę do sklepu, bo sałata się skończyła...;)

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • mylum

    Fajnie, że młody ma kumpli :)
    Gratuluję ładnego cholesterolu, a cukrze historycznie jakoś nie słyszałam. U nas kontrolnie nie chcą robić ekg, ani nawet ciśnienia, chyba trzeba się upominać, czy co?

  • novembre

    Czy ekg robią kontrolnie raz do roku, czy np. raz na pięć lat, to nie wiem, byłam pierwszy raz, a lekarz złapał się za głowę, gdy usłyszał, że jako takich check up'ów w PL nie miałam, ot tyle, co przy honorowym oddawaniu krwi, albo jak coś boli, wiadomo..;)
    Ale tak, moja mama leczy się państwowo (o ile to można nazwać leczeniem) i o każde skierowanie albo badanie zawsze się upomina. Bo to drogie jest, pani.
    A cukier robią, w PL też, wiem, bo teściowa ma cukrzycę i lekarz jej robi takie wsteczne, żeby zobaczyć, jak też od ostatniej wizyty teściowa prowadziła się cukrowo ;-).

© Otwarte
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci