Menu

Otwarte

Życie.. samo życie..

novembre

Intensywny weekend. Wczoraj z rana pojechaliśmy, jak i połowa Bazylejczyków, do Ikei. Robili promocję na kallaxa, a 20 franków piechotą nie chodzi, wiadomo. W drodze powrotnej poślimaczyliśmy się na autostradzie i małżonek całkowicie wyleczył się z dojazdów do pracy hipotetycznym samochodem. 8 km w 40 minut.

Po południu panowie wybyli do miasta, potem skręcali młodej regał. Nareszcie mieszczą się jej książki, których ma sporo, poza tym młody bardzo chętnie pozbył się swoich zapomnianych kubusiów puchatków i robiąc sobie miejsce w regale, czym prędzej wtrynił wszystko młodej. Cwaniaczek.

Później jeszcze zakupy, bo spożywka nam się skończyła, i jak to dobrze, że pojechaliśmy do lidla, nakupowaliśmy spożywki, rieslinga, bordeaux i jeszcze dwa jakieś. W zabójczej cenie dwa euro, ale jak na stołowe wina, bdb. A my koneserami wielkimi nie jesteśmy i z powodzeniem można by nam dać podróbkę, niczym ta blondyna w Przystanku Alaska, i też byśmy się nie poznali.

Dzisiaj bladym świtem przed południem wybyliśmy na basen. Młoda w rękawkach kładzie się na wodzie, na plecach albo na brzuchu, i tak leży. Podpatrzyła u brata i jej się spodobało. Albo kładzie się na desce i tak sobie dryfuje, machając od niechcenia nogami. Cudo. Ryba w wodzie.

Młody, bardzo mądre dziecko, poprosił tatusia, żeby w niedziele obiady gotował tatuś i żeby co dwa tygodnie była pizza. Dzisiaj była ta co druga niedziela, więc w planach był makaron. Znalazłam na jadłonomii penne z bakłażanem, a jako że kupiłam bakłażana i nie mogę znaleźć na niego pomysłu, idealnie było zrobić go na obiad. I veggi, jak to małżonek lubi. Było bardzo smaczne, mąż nie mógł znaleźć bazylii, więc doprawił cytrynowym pieprzem, a zamiast bakłażana dał cukinię... Chyba znajdę przepis na ratatouille, inaczej bakłażany zostaną z nami na zawsze. Jak można pomylić bakłażana i cukinię???

W pracy małżonek ma bardzo miły skądinąd zwyczaj, że po urlopie przynosi się ciasto. W ubiegłym tygodniu koleżanka zaczepiła małżonka, jak było na urlopie (w pierwszej połowie sierpnia...) i poinformowała go o panującym w firmie zwyczaju. Upiekłam sernik i rogaliki ;)

Rogaliki pomagała mi robić Ida, jakżeby inaczej. Przystawiłam jej mały stolik, dałam w miseczkę mąkę i trochę gotowego ciasta do wałkowania, przyniosła sobie plastikowy wałek od ciastoliny, zakasała rękawy i do roboty. Pół godziny spokoju!

Paznokcie muszę umalować. I włosy. Może we wtorek?

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • s.a.m.m.y

    Bakłażany zrób w cieście naleśnikowym i zapiecz w piekarniku z sosem pomidorowym z dodatkiem bazylii i oregano (można bez) i z żółtym serem. Mniaaaam :)

© Otwarte
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci