Menu

Otwarte

Życie.. samo życie..

novembre

To już ponad miesiąc w Polsce. Najpierw Radom, do mamy, do siostry, brat przyjechał. Stęskniłam się już. Od wakacji, które z racji niepracowania spędzam w Polsce, do świąt czas mija szybciej, niż od świąt do wakacji. Zwłaszcza, że Wielkanoc spędzamy w domu. Święta krótkie, bilety drogie, taki lajf.

Młoda poznała, co to głęboki basen i otrzymawszy rękawki, na metrze dwudziestu zaczęło się sama Ida! Potrafiła położyć się na brzuchu na wodzie, nóżki wyprostowane, ręce przed sobą, głowa do góry... i tak leżała spokojnie kilkanaście sekund, a matka w tym czasie nurkowała po szczękę ze zdumienia. Nie ma się co dziwić, w końcu - Ryba.

Upał niemiłosierny. Już w Szwajcarii mieliśmy od maja 30-35 stopni, przyleciałam, tutaj to samo. No, był może tydzień chłodniejszy. Ja rozumiem, że lato, że musi być ciepło, ale powyżej 30 nie wychodzę na dwór, nie funkcjonuję, nie działam. Chcę się położyć, najlepiej na zimnej podłodze, i w takiej pozycji przeczekać do ochłodzenia.

(właśnie moja córka założyła sobie mój stanik, niczym plecak, tył na przód, i tak chodzi po mieszkaniu. luz.)

Od dwóch tygodni jesteśmy u teściowej w Lublinie. I owszem, jestem podziwiana, że mi się chciało do teściowej, bo to do teściowej itd. Ale oprócz tego, że dla mnie to jest teściowa i ten układ możemy, powiedzmy, hipotetycznie rozwiązać, to dla mojej córki to zawsze będzie babcia, a dla teściowej to zawsze będzie wnuczka. I staram się, żeby miały ze sobą kontakt, na ile to możliwe. Mam nadzieję, że jednak kiedyś zacznę pracować w Szwajcarii i wtedy takich długich wakacji nie będę miała szansy spędzać. Póki co przynajmniej tyle mogę zrobić i trzeba korzystać. Poza tym umówmy się, teściowa jest świetną bazą noclegową dla moich dwóch Agnieszek :)

(młoda ciąga mój stanik po podłodze; zaraz zacznie wołać, żeby siadał albo aportował).

Młody poleciał tydzień temu do domu, zabrał po drodze przyjaciela z Warszawy i teraz z urlopowanym tatusiem zwiedzają kraj. I dobrze, niech tatuś sobie odpocznie, ogarniając dwóch nastolatków (niech ich tylko obudzi ha ha ha ha ha).

Teściowa, jak to teściowa, we wszystkim ma rację. Jej ogórki na działce nie gorzknieją niezależnie od pogody, bo ona ma taką odmianę, która nie jest gorzka. I nie ma znaczenia, czy susza, czy ulewa. Masło, które kupiłam, 82%, musi mieć domieszane tłuszcze roślinne, bo po wyjęciu z lodówki szybko mięknie (przy 35 stopniach, serio?). Dywanika łazienkowego nie będzie miała, bo to jest siedlisko bakterii (dywan po psie nie jest...). Dywanika się nie pierze (no gdzież! chyba nie w pralce tylko we frani? ale to i tak szkoda frani przecież!), a teściowa, mimo że ma głęboką wannę (wy macie głębszą!), to się nie poślizgnie przy wychodzeniu. Grób myje psikaczem do mycia grobów, zakurzony bardzo, mówię, że może by go wodą polać, umyć z brudu, a potem tym specjalnym wypucować - nie, ona się nie będzie chlapać, tak wytrze i tak będzie dobrze. Lodówkę ma już starą, rozmawiamy hipotetycznie o nowej, i otóż nie, to nieprawda, że do zamrażalnika szufladowego zmieści się więcej niż do komorowego, i nie, nie byłoby jej wygodniej mieć zamrażalnik na dole, bo nasza lodówka ma 2 metry i ona nie sięga (teściowa nie ma 160 cm wzrostu) - jej lodówka ma 170 wysokości i nikt nie każe jej kupować dwumetrowej. Mogłabym tak długo... Czekam na medal z ziemniaka, bo naprawdę dzielna jestem. A, jeszcze perełka. Moja teściowa robi ciasto, trzeba wyjąć mikser. Zatem: wchodzi na stołek, na górnych szafkach stoi karton z mikserem, zdejmuje z góry karton, otwiera go, wyjmuje niemal fabrycznie zapakowany mikser, miksuje, co ma miksować, myje, odkłada do kartonu, wstawia na górę na szafki... Ale czemu ja się w sumie dziwię, to jest osoba, która ser na sernik uciera ręcznie, bo malakser na pewno tak nie potrafi. W zasadzie mogłam ją spytać, czemu ubija mikserem, tak nowocześnie, i czy trzepaczka się zepsuła...

Powiem wam, nie ma lekko. Staram się oddychać, nie słyszeć, puszczać mimo uszu, ale trochę mnie mój charakter szarpie. Ale to jeszcze tylko kilka dni; w czwartek jedziemy do Betty, wracamy w piątek, a w sobotę wybywam z powrotem do R. Co, ja nie dam rady?

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • mylum

    oddycham z Tobą (u swojej teściowej), choć na szczęście ma chwilowo remisję ;) czego życzę także twojej :)

  • aa_ii

    Spokojnie, to przecież ona się męczy ze swoimi idiotycznymi decyzjami, nie Ty :-) Oddychaj i rozkoszuj się wakacjami :-)

© Otwarte
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci